Armadillo – recenzja

0
201

Armadillo – recenzja

W lutym 2009 grupa duńskich żołnierzy wyruszyła do bazy Armadillo w południowej części Afganistanu. Towarzyszył im dokumentalista – Janus Metz i operator – Lars Skree. Wspólnie spędzili 6 miesięcy w miejscu oddalonym jedynie kilometr od pozycji zajmowanych przez Talibów. Film radził sobie bardzo dobrze na wielu festiwalach zdobywając między innymi nagrodę krytyków w Cannes. Wywołał również spore kontrowersje w Danii, z powodów, które po obejrzeniu Armadillo są oczywiste.

Pisząc o filmie Janusa Metza trudno unikną porównania z Wojną Restrepo (jej twórca, Tim Hetherington, zginął niedawno w Libii). To samo miejsce, podobny sposób pokazywania świata, skupienie się na zwykłych żołnierzach, a nie na globalnym obrazie konfliktu. Zarówno Armadillo jak i Wojna Restrepo pokazują jak nieprzyjaznym miejscem jest Afganistan. Wróg jest niewidoczny i trudno go odróżnić od lokalnej społeczności. Tak z kolei jest główną ofiarą konfliktu i wyrzutem sumienia, z którym żołnierze mają kontakt przy okazji każdego patrolu. Dwa seanse z tymi filmami i łatwo można dojść do wniosku, że tej wojny nie da się wygrać. Nie można nawet stwierdzić, na czym te zwycięstwo miałoby polegać. Do tej konkluzji widz dojdzie sam. Reżyserzy nie podsuwają gotowych wniosków.

Armadillo pod wieloma względami jest filmem lepszym niż Wojna Restrepo. Przede wszystkim jest przepięknie nakręcony i zmontowany. Niektóre ujęcia wyglądają jak przygotowane pod wzór ze storyboardu. Do tego muzyka, która świetnie podkreśla klimat poszczególnych scen. Nakręcenie tego filmu wymagało sporej odwagi. Dla Talibów operator również był celem, co doskonale widać w niektórych ujęciach.

Jednak największą zaletą Armadillo jest historia, która w niezamierzony sposób układa się w niemal filmowy scenariusz. Towarzyszymy żołnierzom od wylotu z Danii, do powrotu po 6 miesiącach. Jednak to nie ci sami chłopcy powrócili do domów. Dla mnie ten film opowiada głównie o przemianie jaka dokonuje się w młodych żołnierzach. Kulminacyjny moment pod koniec filmu (ten który wywołał kontrowersje w Danii) jest na prawdę szokujący, chociaż łatwy do przewidzenia. To jest właśnie siła filmów dokumentalnych. W kinie można zobaczyć bardziej drastyczne sceny, ale reporterskie podejście powoduje, że w takich obrazach jak Armadillo, te sceny na prawdę coś znaczą.